| I runda WMMP - Modlin |
|
MODLIN 2010 - MIAŁO BYĆ DOBRZE… … a wyszło, jak zwykle. Pierwsza w tym roku impreza WMMP, zaplanowana na długi majowy weekend zapowiadała się bardzo interesująco. Co prawda byłe wojskowe lotnisko w Modlinie nie jest typowym torem wyścigów samochodowych i motocyklowych, ale już kilka razy rozgrywano na nim z powodzeniem różne zawody. Tak miało być i tym razem. Organizatorzy wykorzystali doświadczenia z rozegranej po raz pierwszy i zarazem ostatni w tym miejscu w 1999 tury WMMP.
Tor, z niewielkimi modyfikacjami, miał być wytyczony na wzór ówczesnego. Modyfikacje, jak wynikało ze słów jednego z organizatorów, Grzegorza Jędrzejewskiego, w wywiadzie udzielonym portalowi „ścigacz.pl” dotyczyły wprowadzenia kilku zakrętów, skopiowanych ze znanych torów europejskich. Organizatorzy nie ukrywali, że zawodników czekają spore trudności. Wydawało się, że wszystko było jasne. Jak się okazało, czym innym są ambitne plany, a czym innym ich realizacja. Już na samym początku imprezy pierwsza wpadka: duże opóźnienie wynikające z pewnego niedowładu organizacyjnego spowodowało, że z zaplanowanych na czwartek dwóch treningów dla każdej z klas odbył się tylko jeden. Na pozostałe nie starczyło czasu. Już wówczas zawodnicy zauważyli, że z trudnościami toru mogą być poważne problemy. Na dodatek tor został zbudowany przy użyciu niewłaściwych elementów. Plastikowe separatory, dobre dla porządkowania ruchu na normalnych drogach, dla zawodników na torze stwarzały poważne zagrożenie. Poważne niebezpieczeństwo stanowiły użyte do wyznaczenia wewnętrznej strony zakrętów podstawy używane na drogach pod znaki i słupki sygnalizacyjne. Dodatkowym zagrożeniem była brama startowa, pochodząca „z innej bajki”, zbyt wąska jak na potrzeby tego rodzaju imprezy.
Odwołanie jednego treningu pierwszego dnia, różnego rodzaju sprzęty, wytyczające tor, nienajlepsza pogoda i wynikający z jej stanu niemal zupełny brak kibiców – wszystko to spowodowało, iż atmosfera zawodów stawała się coraz bardziej napięta. Aż w końcu nastąpił wybuch złych emocji. Część zawodników uznała, że startowanie w takich warunkach, na źle przygotowanym torze, na którym nie można było przeprowadzić z winy organizatorów wszystkich zaplanowanych treningów, może być zbyt niebezpieczne. Głośno wyrażaną, nie zawsze w eleganckich słowach dezaprobatą doprowadzili do tego, że przyłączali się do nich kolejni rozczarowani kierowcy. Zanosiło się na to, że sporo wyścigów nie będzie rozegranych z powodu braku startujących: malkontenci postanowili bowiem wycofać się definitywnie ze startów. Kilka wypadków, jak się okazało bardzo groźnych, jakie wydarzyły się podczas treningów utwierdziło ich w trwaniu przy podjętej decyzji i wiele ekip wyjechało z Modlina nie czekając na otwarcie zawodów. Inne oczekiwały na start w minorowych nastrojach, zwłaszcza że od czasu do czasu pojawiały się pogłoski, iż organizatorzy odwołają imprezę, przy czym sugestie co do powodów były różne. W końcu zapadłą ostateczna decyzja głównego sędziego: zawody kończą się w sobotę!
Sęk w tym, że już w sobotę nie miał kto startować! Toteż w ostatnim wyścigu, przeprowadzonym w sobotę wystartowali wszyscy chętni. Był to kuriozalny wyścig połączonych klas mistrzowskich, w którym wystartowało aż 5 zawodników! Tak więc pierwsza tura WMMPz zaplanowanej wielkiej imprezy ogólnokrajowej przerodziła się piknik dla fanów wyścigów motocyklowych, którym pozwolono pościgać się (ryzykując zdrowiem i życiem) na imitacji prawdziwego toru wyścigowego. Na szczęście już wkrótce odbędą się kolejne rundy, które – mamy taką nadzieję – będą lepiej zorganizowane, na lepiej przygotowanych, bezpiecznych torach, bez tak charakterystycznej dla naszego kraju prowizorki i improwizacji. Tej ostatniej na zawodach w Modlinie było o wiele za dużo!
Z rundą w Modlinie wiązaliśmy duże nadzieje i dlatego, pomimo że mieszkamy 30 kilometrów od tego obiektu, byliśmy już na miejscu w środę o 14.00. Chcieliśmy jak najszybciej się urządzić na miejscu, żeby wziąć udział we wszystkich wolnych treningach. Czwartkowe treningi zaczęły się z dużym opóźnieniem, w efekcie którego odbył się tylko jeden trening dla każdej z klas. Większość zawodników zrezygnowała z jazd ze względu na to, że tor był bardzo niebezpieczny, a atmosfera stała się z winy organizatorów bardzo nerwowa. Po naradzie przed treningami zadecydowaliśmy, że mimo wszystko zostajemy i potraktujemy te jazdy jako trening przed następną rundą. Ciężko teraz mówić czy ta decyzja była doba czy zła. Ja swoje jazdy zakończyłem podczas pierwszego treningu zerwaniem łańcucha i uszkodzeniem silnika. Mój brat, Grzegorz Pasik, z okrążenia na okrążenie robił coraz lepsze czasy. Jego też nie ominął pech: zakończył jazdy w piątek po spotkaniu z plastikowym separatorem. Na szczęście skończyło się tyko na potłuczeniach i otarciu prawego przedramienia. Grzegorz Śmietanko jako jedyny z nas wystartował w piątkowym wyścigu i zdołał go ukończyć na 14 miejscu. Nasz team po tych dziwnych z winy organizatorów zawodach poniósł jednak dotkliwe straty. Silnik w moim motocyklu nadaje się tylko do wymiany, co wiąże się z bardzo poważnymi kosztami. Mój brat ma na tyle poważne obrażenia ręki, że przez dłuższy czas nie będzie mógł ani trenować, ani startować. Wszystko to powoduje, że nasz udział w najbliższej rundzie WMMP odbywającej się w czeskim Brnie, stoi pod wielkim znakiem zapytania.
|